Inna perspektywa: sukces okiem komandosa

Rozwój osobisty kojarzy się z sukcesem. A sukces z pieniędzmi, prestiżem i nagrodami. Ale dobrze wiemy, że to skojarzenie jest powierzchowne. Wierzę, że sukces zależy od indywidualnego systemu wartości. Każdy definiuje go inaczej.

A skoro warto od czasu do czasu poznać inne schematy myślenia, przedstawię moje wnioski ze wspomnień komandosa Navy SEAL, Marcusa Luttrella.

Z tego wpisu:

  • Dowiesz się, jaka atmosfera jest niezwykle korzystna dla każdej organizacji.
  • Poznasz historię niezwykłej ofiarności w obliczu zagrożenia życia.
  • Przeczytasz, czym dla prawdziwego komandosa jest służba dla kraju.
  • Zyskasz okazję do wzbogacających przemyśleń.

Braterstwo

 

Lutrell był komandosem walczącym w Iraku i Afganistanie. Jako jedyny ocalał z głośnej operacji ,,Czerwone Skrzydło” i jego wspomnienia dały mu w Stanach dużą popularność.

Często opisywał przykłady braterstwa broni. Członkowie SEAL tworzyli specyficzną społeczność i byli dla siebie najbliższą rodziną. Przejawiało się to we wzruszających rytuałach (gdy któryś z komandosów zginął, pozostali przypinali do jego trumny swoje tridenty, na znak, że razem z nim, umarła też cząstka ich samych) ale i zabawnych sytuacjach (według niepisanego prawa, kandydatka na żonę SEALsa, musiała być zaakceptowana przez jego zespół – w końcu to rodzina!)

Przede wszystkim, poczucie braterstwa skutkowało niezwykłą skutecznością w boju. Wojownicy świetnie się uzupełniali i motywowali. Stanowili doskonale zgrany zespół. Łączyły ich wspólne wspomnienia z morderczych treningów, egzaminów zaliczeniowych i podobne doświadczenie bojowe.

Wniosek: Uważam, że wytworzenie atmosfery braterstwa jest korzystne dla każdej organizacji. Bez względu, czy mówimy o komandosach, firmie, stowarzyszeniu czy fundacji.

Ofiarność

 

Lutrell opisał jedną sytuację, mającą miejsce podczas walk w Ar-Ramadi, która dobrze pokazuje kolejną ważną wartość w życiu.

Miejscowa ludność i niektórzy sunniccy przywódcy mieli dość Al-Kaidy (ekstremiści nawet za palenie papierosów obcinali palce!) Zaczęli więc współpracować z Amerykanami. Ci z większą pewnością siebie mogli zakładać kolejne posterunki. Często pod ogniem terrorystów.

Podczas jednej z takich akcji miało miejsce szczególne zdarzenie.

,,Granat zakreślił w powietrzu łuk, odbił się od klatki piersiowej młodego SEALsa o nazwisku Mike Monsoor i spadł na ziemię. (…) zdawał sobie sprawę, że może stamtąd łatwo i szybko uciec. Ale nie wahał się ani chwili: rzucił się na granat i nakrył go własnym ciałem. Mikey przyjął na siebie całą siłę wybuchu i ocalił życie wszystkim w pobliżu.”²

Wniosek: Autor, amerykański patriota, chwali takie zachowanie. Co ja o tym sądzę i czy byłbym w stanie postąpić podobnie? Tego nie wiem. Ale na pewno warto chwilę się zastanowić nad postawą i motywacją tego żołnierza. Skoro niektórzy są w stanie oddać życie za swój zespół, może my przynajmniej starajmy się być lepszymi współpracownikami, współmałżonkami, kolegami.

Służba

 

SEAL M. Luttrell to z jednej strony potężny wojownik, wyspecjalizowany w jak najskuteczniejszym zabijaniu, a z drugiej człowiek religijny.

Bardzo jasno wyraża się o służbie. Według niego polega ona na bezinteresowności i jest przeciwieństwem hedonistycznego stylu życia. Owszem, jest miejsce na szaleństwa i przyjemności, ale nie one są celem.

Luttrell określa prawdziwy sens służby, jako:

  1. Robienie więcej niż się od nas oczekuje.
  2. Unikanie wywyższania się nad innych.
  3. Zrozumienie własnej roli w świecie.
  4. Troszczenie się o innych.
  5. Zamiast walczyć o jakiś wielki cel – porządnie wykonywać wszystkie drobne zadania. W ostateczności doprowadzi to do czegoś naprawdę ważnego.³

Dobra służba, jako sukces?

 

Ze wspomnień Marcusa Luttrella wywnioskowałem, że dla patrioty sukcesem jest dobra służba – wykonywanie swoich zadań najlepiej jak potrafimy i nie oczekiwanie za to nagrody.

Prosta, idealistyczna mentalność wojownika na pewno nie przemawia do każdego. Bo skąd wiemy, czy ten światopogląd nie jest tylko próbą nadania głębszego sensu wojnie, którą się powszechnie potępia? Niemniej uważam, że warto poszerzać horyzonty i poddawać przemyśleniom różne systemy wartości.

Podejście do swojej pracy, jako do służby na pewno sprzyja rozwojowi. Im więcej wkładasz, tym więcej wyjmujesz. Zbierasz plon tego, co zasiałeś. Ale którym miejscu postawić granicę ofiarności?

Czytając wspomnienia miałem mieszane odczucia. Osobiście nie zgadzam się ze wszystkim, ale wiele z tego, co napisał Navy SEAL było dla mnie inspirujące i pouczające. Zachęcam cię, żebyś wyrobił sobie własne zdanie na ten temat.

 ——————————

Źródło ikony wpisu: DVIDSHUB / Foter / CC BY
Przypisy:
¹ M. Luttrell i J. D. Hornfisher, ,,Na linii ognia. Navy SEAL na wojnie”, str. 67.
² tamże, str. 69.
³ tamże, str. 386.

Dołącz do dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *